Takie babsko nie mając swojego dziecka szuka zastępstwa. I jaka alternatywa się wtedy pojawia? Kotek! Że też nikt wcześniej nie wpadł na to, że kotek może być substytutem dziecka?
Są różne stopnie fiksacji na tym punkcie. Niektóre mają kotki, żeby po prostu nie być samotne i w większości przypadków traktują kociaka jak po prostu zwierzątko domowe, takie podejście jest w porządku, nie ma żadnych fiksacji na jego punkcie, całkiem zdrowa relacja.
Drugi typ określiłabym jako midi-crazy, moment w którym zwierzątko zaczyna jeść lepiej niż jego pańcia, pozwala mu się na dużo, ale jeszcze w granicach rozsądku. Kot może być wypuszczony na dwór, Może się sam pobawić.
Trzeci typ super-crazy cat lady. Niestety ten przypadek poznałam aż za dobrze więc nie będę opisywać ogólników, a konkretny przykład, opis więc będzie też o wiele dłuższy niż poprzednich dwóch typów. Baba taka mówi że kot to jej dziecko, traktuje go jak niemowlaka. Dosłownie. Znacie te wszystkie słodkie słówka, którymi karmione są małe dzieci "ciu, ciu, ciu, ależ ty słodki", itp. Nie śmiej nawet otworzyć okna "bo koteczek ucieknie", nie ma znaczenia że jest w innym pokoju, za zamkniętymi drzwiami. W sumie drzwi też nie można zamknąć, bo przecież kotek musi mieć swobodę ruchu. Kolejną kwestią jest karmienie kota na blacie kuchennym. Na prawdę? Prośby o nieuczenie kota włażenia na stół kończą się odpowiedzią w stylu "to koteł i tak wejdzie wszędzie". Dobrze, ale jeśli regularnie będzie się go ściągać z tego stołu, to w końcu nauczy się że się tam nie włazi. Karmienie go sprawi tylko że kot zacznie reagować według schematu: "stół kuchenny-jedzenie-trzeba tam wejść-wszystko co jest na stole jest jedzeniem dla mnie". A potem znajduje się sierść w jedzeniu... Powoli zaczyna się myślenie o ubieraniu zwierzątka.
Hiper-crazy cat lady - jak wyżej z tym, że kotów jest po prostu kilkanaście, kilkadziesiąt.
Oczywiście są wyjątki, które można określić jako pozytywnie zakręcone. Są ludzie, którzy np opiekują się bezdomnymi kotami, zachowują się wobec nich troskliwie, ale nie jakby były ich dziećmi. Są skłonni do wielu wyrzeczeń, ale nie popadają w obłęd z tego powodu. Im należy się podziw.
Ja rozumiem, że można kochać swoje zwierzątko, ale nie pozwalajmy mu na wszystko. To nie jest dziecko i nigdy nim nie będzie nawet jeśli bardzo by się tego chciało. A swoim zachowaniem można tylko działać na nerwy innym. Więc sfrustrowane stare panny, nie wyładowujcie się na kocie, tylko spróbujcie zająć się czymś konstruktywnym. A jak chcecie mieć się kim opiekować, to zawsze istnieje coś takiego jak adopcja. Możecie dać dom dziecku, które go nie ma.