czwartek, 23 lutego 2017

Crazy cat lady

Każdy zna obraz starej panny z kotem. Przepraszam, miałam na myśli "silną niezależną kobietę" z kotem. Niestety jeden z najbardziej irytujących typów jakie można poznać. Z jednej strony "silna i niezależna". Ok, ale na czym to polega? Na tym że "Nie mam faceta, jestem taka zaradna, bo potrafię sama otworzyć słoik. Podziwiajcie mnie."? Stereotypowe myślenie prowadzi do wniosku, że kobieta, która nie jest w związku na pewno jest nieszczęśliwa, samotna, czuje się starą panną, bez nikogo, a przecież kobieta nie może być sama, jakże to tak? W pewnym sensie ma to jakieś podstawy. Instynkt pcha kobiety do macierzyństwa, nawet jeśli tak naprawdę same nie zdają sobie z tego sprawy, bo "przecież ja nawet nie lubię dzieci", "nie chcę wychowywać dziecka". Ale co poradzić? Każde stworzenie jest "zaprogramowane" na rozwój i rozmnażanie się, a że ta zaszczytna funkcja przypada właśnie kobietom, to cóż zrobić...  Szukają w tym celu partnera. Ale jeśli jakoś opornie idzie to szukanie, wtedy pojawia się problem. 
Takie babsko nie mając swojego dziecka szuka zastępstwa. I jaka alternatywa się wtedy pojawia? Kotek! Że też nikt wcześniej nie wpadł na to, że kotek może być substytutem dziecka? 
Są różne stopnie fiksacji na tym punkcie. Niektóre mają kotki, żeby po prostu nie być samotne i w większości przypadków traktują kociaka jak po prostu zwierzątko domowe, takie podejście jest w porządku, nie ma żadnych fiksacji na jego punkcie, całkiem zdrowa relacja.
Drugi typ określiłabym jako midi-crazy, moment w którym zwierzątko zaczyna jeść lepiej niż jego pańcia, pozwala mu się na dużo, ale jeszcze w granicach rozsądku. Kot może być wypuszczony na dwór, Może się sam pobawić.
Trzeci typ super-crazy cat lady. Niestety ten przypadek poznałam aż za dobrze więc nie będę opisywać ogólników, a konkretny przykład, opis więc będzie też o wiele dłuższy niż poprzednich dwóch typów. Baba taka mówi że kot to jej dziecko, traktuje go jak niemowlaka. Dosłownie. Znacie te wszystkie słodkie słówka, którymi karmione są małe dzieci "ciu, ciu, ciu, ależ ty słodki", itp. Nie śmiej nawet otworzyć okna "bo koteczek ucieknie", nie ma znaczenia że jest w innym pokoju, za zamkniętymi drzwiami. W sumie drzwi też nie można zamknąć, bo przecież kotek musi mieć swobodę ruchu. Kolejną kwestią jest karmienie kota na blacie kuchennym. Na prawdę? Prośby o nieuczenie kota włażenia na stół kończą się odpowiedzią w stylu "to koteł i tak wejdzie wszędzie". Dobrze, ale jeśli regularnie będzie się go ściągać z tego stołu, to w końcu nauczy się że się tam nie włazi. Karmienie go sprawi tylko że kot zacznie reagować według schematu: "stół kuchenny-jedzenie-trzeba tam wejść-wszystko co jest na stole jest jedzeniem dla mnie". A potem znajduje się sierść w jedzeniu... Powoli zaczyna się  myślenie o ubieraniu zwierzątka.
Hiper-crazy cat lady - jak wyżej z tym, że kotów jest po prostu kilkanaście, kilkadziesiąt.
Oczywiście są wyjątki, które można określić jako pozytywnie zakręcone. Są ludzie, którzy np opiekują się bezdomnymi kotami, zachowują się wobec nich troskliwie, ale nie jakby były ich dziećmi. Są skłonni do wielu wyrzeczeń, ale nie popadają w obłęd z tego powodu. Im należy się podziw.
Ja rozumiem, że można kochać swoje zwierzątko, ale nie pozwalajmy mu na wszystko. To nie jest dziecko i nigdy nim nie będzie nawet jeśli bardzo by się tego chciało. A swoim zachowaniem można tylko działać na nerwy innym. Więc sfrustrowane stare panny, nie wyładowujcie się na kocie, tylko spróbujcie zająć się czymś konstruktywnym. A jak chcecie mieć się kim opiekować, to zawsze istnieje coś takiego jak adopcja. Możecie dać dom dziecku, które go nie ma. 

środa, 22 lutego 2017

Na wstępie

Standardowy wątek, którego tak na prawdę większość ludzi wolałaby nie zamieszczać, ale jednak wypada się przedstawić. Mam wrażenie, że ma to na celu tylko i wyłącznie przyciągnięcie czytelników, jako że mają oni wtedy wrażenie znajomości autora, w związku z czym mają większe poczucie obowiązku przeczytania czyichś wypocin.  Nie jestem nikim ważnym. Gdybym była zapewne nie opisywałabym swoich przemyśleń na blogu, bo miałabym schizy na punkcie prywatności. Do założenia bloga skłoniła mnie wszechogarniająca frustracja nad wieloma sytuacjami toczącymi się wokół mnie. Czy to zachowanie niektórych ludzi wprawiające mnie w zdziwienie, a czasem nawet szewską pasję, czy też niektóre zdarzenia (czasami również towarzysząca im znieczulica społeczna). Jeżeli masz ochotę to czytać, to proszę, ale pamiętaj też że nikt Cię do tego nie zmusza, więc nie rozładowuj swoich frustracji hejtując mnie, tudzież mój styl pisania (na konstruktywną krytykę jestem oczywiście otwarta).